Wesołych Świąt
Zdrowych i wesołych świąt Bożego Narodzenia, oraz Szczęśliwego Nowego Roku!
Barbie is a Lesbian
Zdrowych i wesołych świąt Bożego Narodzenia, oraz Szczęśliwego Nowego Roku!
D.I.: Robert! Notatnik mi się skończył?
R.: Jak to Ci się skończył?
D.I.: Co mam zrobić? Zamknąć ten plik i otworzyć nowy?
R.: Wciśnij enter.
D.I.: O. Dziękuje.
Dziesięć minut później.
D.I.: Robert! Mogę skopiować coś 40. razy?
R.: To znaczy?
D.I.: To sobie skopiuje i wklejam. A mogę skopiować to, i później to, i tak dalej?
R.: Nie.
D.I.: No tak. Bo wypadnie mi to pierwsze co kopiowałam.
Jeszcze później.
D.I.: Robert! Ile to jest sześć razy dwa?
R.: (śmiech)
D.I.: (śmiech) To było dobre… Czyli jak wydrukuje 60 kartek to zapłacę 1,20.
R.: 60. razy dwa? Złoty dwadzieścia?
D.I.: No a jak. Sześć razy dwa to dwanaście.
I tak rozbawiła mnie do łez.
Tak się zastanawiam. Czy mój pomysł z ponownym blogowaniem to nie po prostu kolejny kaprys? Sołomiany zapał?
Około 7. lat temu, “blogowałem” często. O sobie, o uczuciach, o głupotach, o innych. Była to świetna zabawa, która pozwalała mi wyrażać siebie w taki a nie inny sposób.
Wtedy nie zastanawiałem się czy ktoś to przeczyta. Ktoś będzie to oceniał. Czy w końcu, któs, będzie to sprawdzał pod względem gramatycznym, stylistycznym i poprawnym językowo. Presja jaką wywołuje teraźniejsze znaczenie słowa blog powoduje, iż nie chce pisać o sprawach, które do końca mnie nie interesują. Gdy jednak pojawi się temat godny opisania, przemyślenia, to pojawia się on na prawie każdym blogu, który ma wielką rzeszę czytelników.
Jednak blog ma być tworzony dla samego siebie, nie dla publiki. Jednak czy tak jest do końca?
Gdyby tak zmienić świat. Swój świat. Zacząć od siebie? Zmiany miejsca zamieszkania? Czy ma to w ogóle jakiś sens?
Kolejne nudy. Komuniści.
I znów była mowa o Jurku Owsiaku. Teraz wykładowca czyta jakiś donos. Nikt nie słucha. Udają. Nie potrafią wytrzymać siedząc w spokoju. Na sali co raz większy hałas. Ktoś wyszedł. Dziewczyny za mną potrafią ślinić się, śmiać się głośną nawet wtedy gdy to co mówi profesor śmieszne nie jest. Zapewne chcą być zauważone, lub pragną zapaść w pamięć jako te, które rozumiały wszystkie dowcipy wykładowcy.
Nieugięty profesor nadal czyta list z lekcji. Znów hałaś w audytorium narasta. To dobrze. Nie słychać jak mi burczy w brzuchu. Nagle, któś postanowił uciszyć tłum. Zapadła cisza.
Ja myślę tylko o tym by coś zjeść, zapalić, położyć się do łóżka, pooglądać TV. Odliczam minuty do końca wykładu. Jeszcze 12 minut. Prawdopodobnie będą to najdłuższe chwilę w moim życiu.
Profesor nadal opowiada o polityce, czasach komunistycznych. Nie rozmumiem całej tej koncepcji. Jaki ma mieć to wpływ na mój przyszły zawód? W końcu zajęcia to: Pojęcia i systemy pedagogiczne.
Pozostało 5 minut do końca. Wykład nadal trwa. Prowadzący się nie poddaje. Czyta kolejne zasady.
Kilka minut po czasie, rozlegają się brawa na znak by wykład się skończył. Poskutkowało.
Następnie jadłem ochydnego kebaba.
Uwielbiam ten kawałek.
Nie ma nic, co mogło by sprawić, że znów popłyną łzy
Od teraz ja, tak jak i ty z kamienia serce mam
Nie ma nic, co mogło by sprawić, że zechcę z tobą być
Od teraz ja mam zamiast serca zimny głaz.
Szkoda moich słów, Ty nie słuchasz już. Choćby cały świat myślał właśnie tak jak ja.
Słowa maja sens tylko, gdy go chcesz.